Gdy za oknem coraz dłużej cieszyć można się słońcem, trawa się zieleni, a w powietrzu czuć wiosnę, to znak, że pora obudzić się z zimowego snu, bo tuż za progiem czeka i niecierpliwie puka do drzwi nowy sezon ślubny.

 Niezależnie od upływających lat pierwszy ślub w sezonie wywołuje u mnie szczególnego rodzaju emocje – z jednej strony jest to nieukrywana radość i podekscytowanie, ale także pewnego rodzaju niepewność i stres wynikający z wyzwań, które dopiero czekają na mojej drodze.

 Przywilej otwarcia tegorocznego sezonu ślubnego przypadł w udziale wyjątkowej parze – Anecie i Piotrowi. Zaproszenie mnie do towarzyszenia im podczas dnia ślubu stanowiło dla mnie nie tylko ogromne wyróżnienie i zaszczyt, ale także stawiało mnie w obliczu podwójnego, a nawet potrójnego wyzwania. Poza faktem, iż wydarzenie to inaugurowało nowy sezon, to przed ołtarzem stawała para ludzi, z którymi jeszcze za czasu studiów połączyła mnie serdeczna przyjaźń. Co więcej Pan Młody, będąc także moim kolegą po fachu zazwyczaj stoi po drugiej stronie aparatu, a więc ciążyła na mnie presja fotografowania fotografa 😉

 Aneta i Piotr zadbali o wszystko – była prawdziwie wiosenna pogoda, niesamowity bulik, piękna suknia, odpowiednio dobrane kwiaty i wianek, własnoręcznie pakowane podarunki dla gości, oryginalna ścianka zdjęciowa, a przede wszystkim doskonała atmosfera!

 A czy ja sprostałem wyzwaniu? Sprawdźcie sami!

 Ps. Anetka, PJ – idźcie dalej przez życie z takimi uśmiechami jak na tych zdjęciach!